Zapach przestępcy. Święty nie był, ale za rozbój siedział niesłusznie
W uniewinnieniu 32-latka od zarzutu napadu na właściciela kantoru w Krakowie i rabunku 150 tys. zł kluczowy okazał się jeden element: brak analizy, czy oskarżony ma atrakcyjny dla psów zapach.
Niewinny. Zanim Mariusz usłyszał to kluczowe słowo, w jego sprawie kryminalnej wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie.
Pogwizdując
Mariusz święty nie był: odsiedział już rok za zniszczenie mienia, obracał się w szemranym towarzystwie.
Policja zgarnęła go 11 września 1996 roku, gdy pogwizdywał, spacerując na os. Podwawelskim w Krakowie. Wpadł ze znajomym Jarosławem, który ze śmietnika wyciągnął 2 tysiące niemieckich marek. Takich pieniędzy zażądali za skradzione w Wieliczce audi.
Kryminalni zawinęli Mariusza i Jarosława. Gwizdanie, spacer w tym miejscu i podniesienie ręki uznano za znak dany wspólnikowi, by podjął ze śmietnika okup. Wspólnik Jarosław trafił za kratki i w osobnym procesie dostał wyrok. Dowody przeciwko Mariuszowi były marne, więc tego samego dnia wyszedł na wolność, choć zarzut wymuszenia pieniędzy dalej na nim ciążył.
Napad
Tydzień później doszło w Krakowie do napadu na właściciela kantoru z placu targowego „Tandeta”.
Andrzej F. przyjechał do pracy i od razu dostrzegł bmw na katowickich numerach. Dopadło go trzech zamaskowanych zbirów; bili, siłą wciągnęli do swojego pojazdu.
Najpierw Andrzej F. twierdził, że napastnicy mieli na głowach kominiarki. Podczas kolejnych zeznań wspomniał jedynie o bejsbolówkach i „maskach Zorro”, które nie zakrywały dokładnie twarzy. Zapamiętał też, podobno, kolor włosów, sylwetki i styl poruszania się przestępców. Kierowcę Andrzej F. opisał jako szczupłego, jasnego blondyna o wzroście około 180 cm.
- Kierowca przyłożył mi broń do głowy. Drugi z bandytów rzucił, że „ze mną koniec i do Wisły mnie wrzucą”- relacjonował.
W kamizelce miał gotówkę. Sprawcy skręcili w boczną uliczkę, wyciągnęli Andrzeja F., przeszukali, zabrali pieniądze. Przykuli do drzewa kajdankami i wtedy uprowadzony zauważył, że jednemu ze sprawców spadł z ręki zegarek.
Zakrwawionego kantorowca zauważył przejeżdżający rowerzysta. Wezwał policję i pogotowie. Pokrzywdzony trafił do szpitala. Tam przesłuchano go pierwszy raz. Podał, że stracił 50 tysięcy złotych. Po pewnym czasie przyznał, że gotówki było w kieszeniach trzy razy więcej: 150 tysięcy.
Andrzejowi F. pokazano zdjęcia potencjalnych podejrzanych. Mariusza wskazał jako kierowcę.
Twierdził jeszcze, że jeden z bandytów był kiedyś u niego wcześniej w kantorze i pytał o możliwość wymiany 10 tys. dolarów.
Zapach
Bmw na katowickich numerach porzucono na jednym z osiedli w Krakowie. Pojazd, jak się okazało, skradziono tydzień przed napadem w Pyskowicach koło Katowic. Tablice rejestracyjne pochodziły z innego wozu.
Mariusz trafił za kratki; prokurator oskarżył go o dokonanie rozboju z użyciem broni palnej razem ze wspólnikiem Markiem W.
Trzeciego sprawcy rozboju z bronią nie ujęto.
Czytaj dalej, a dowiesz się:
- Jak śledczy rozpoznali zapach z auta?
- Jaka niespodzianka czekała Mariusza?
- Kto dokonał napadu?
Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.
-
Prenumerata cyfrowa
Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 3,69 zł dziennie.
już od
3,69 ZŁ /dzień