Źródlana woda dała Sypce złote włosy i niezwykłą, nadludzką siłę

Czytaj dalej
Andrzej Ćmiech

Źródlana woda dała Sypce złote włosy i niezwykłą, nadludzką siłę

Andrzej Ćmiech

Jedna z naszych klechd mówi, że pod kapliczką przy ulicy Krętej jest zaklęty dwór z książętami. Inna tłumaczy, że leczniczy olej skalny był darem Boga za skruchę mieszkańców Ropy.

Dzisiaj niewielu gorliczan wie, że koło starej kapliczki przy ul. Krętej w Gorlicach była skarpa, w której widoczna była dziura po brakującym kamieniu. Gdy tę dziurę zatykano głazem, to jakaś nieznana siła stale ten kamień wyrzucała. Bywało, że w dziurze znajdywano znikające pieniądze.

Jak twierdziła Teresa Garanówna, emerytowana nauczycielka z Gorlic, pod kapliczką znajduje się zaklęty dwór z księciem, księżniczką i 12 dworzanami w postaci białych myszek, strzegącymi 12 beczek dukatów. Klątwa zostanie z nich zdjęta dopiero wtedy, kiedy ktoś znający słowa zaklęcia wypowie je o 12-tej w nocy. Wówczas dwór ożyje, a skarby zostaną podzielone między księcia, księżniczkę i dworzan w połowie. Natomiast druga połowa przypadnie wybawcy uwięzionych.

O zbójniku ze złotymi włosami

O zaklętych skarbach mówi też następna klechda spisana przez Witolda Fuska. Przed wieloma laty w Męcinie żyła biedna wdowa z dwojgiem dzieci - chłopcem i dziewczynką. Chłopiec miał na imię Osip, jednak we wsi wołano go Sypko. Miejscowy pop posądził matkę dzieci o kradzież zwoju płótna, przez co zarówno przez niego, jak i przez ludność wsi była prześladowana. Często skarżyła się dzieciom i zaklinała syna, aby gdy dorośnie, mścił się na popie i wsi za matczyne krzywdy.

Legenda głosi, że w Zamczysku na Magdalenie ukryte są skarby. Strzeże ich król węży

Po śmierci matki pop i wiejska gromada oddalili Sypkę na służbę do grubego gazdy. Był to zły człowiek i często znęcał się nad chłopcem, głodził go i zamęczał ciężką pracą. Zimą Sypko musiał chodzić bardzo daleko po wodę. Po drodze często popłakiwał nad swoim losem. Pewnego razu, gdy przyszedł do źródła, zastał tam siwego starca. Gdy ten spytał go o przyczynę płaczu i usłyszał opowieść chłopca, rzekł:

- Jesteś silny, jeno sam o tym nie wiesz. Napij się wody wprost ze źródła i chwyć się tego buczka. Chłopak wykonał polecenie, jednak buk nie drgnął. Gdy napił się drugi raz i chwycił za drzewo, poleciały z niego liście. Po trzecim łyku lekko wyrwał buka z korzeniami z ziemi. W czasie rozmowy starzec powiedział mu, że pod strzechą u gazdy, u którego pracuje, ukryta jest cudowna szabla. Gdy nią zawinie w powietrzu, wszyscy jego wrogowie zginą. Na odchodnym zawinął głowę Sypki chustą i zakazał mu ją kiedykolwiek zdejmować.

Chłopak wrócił do domu i rozprawił się ze złym gazdą. Następnie wziął szablę, wsiadł na konia i pojechał do cerkwi, w której właśnie dzwoniono na rezurekcję. Gdy wjechał do świątyni i zamachnął się szablą, wszyscy zebrani wraz z popem pomarli, a zbezczeszczona cerkiew zapadła się pod ziemie. Sypko zabrał na plecy carskie wrota i uszedł w las, rozpoczynając zbójowanie.

Koryto z dukatami i chłopczykiem wjechało z powrotem do wnętrza góry, która się zamknęła tuż przed nosem zawiedzionego obserwatora

Można go było spotkać na drodze prowadzącej z Barwinka do Biecza. Pomimo że wiele zrabowanych pieniędzy rozdał biedakom, zgromadził ogromne skarby, które ukrył w grocie w Skalnym Lesie na granicy Bartnego i Przegoniny. Sława jego rosła i stawała się równa cesarskiej. Wtedy wysłano przeciwko niemu wojsko. Sypko był jednak przebiegły i zawsze żołnierzy wyprowadzał w pole albo siłą, albo podstępem. Kopał wilcze doły, w zdobyte na zabitych żołnierzach mundury ubierał ucinane na wysokości człowieka buczki czy wreszcie podkuwał koniom odwrotnie podkowy, przez co kierował pościgi w odwrotnym kierunku.

Jednak, gdy przybyło więcej wojska, żołnierze urządzili na niego zasadzkę i gdy odwalał kamień do jaskini, został cięty szablą w szyję. Ciało wpadło do środka, natomiast głowa potoczyła się pod nogi oficerowi. Ten ją podniósł i zerwał chustę, którą owinął wokół głowy Sypki starzec przy źródle. Wtedy okazało się, że Sypko miał włosy ze szczerego złota. Głowę zbójnika odesłano cesarzowi, ten jednak oficera, który zabił Sypkę, ukarał, gdyż był rozkaz, aby pojmać go żywcem.

Grota ze skarbami Sypki pozostała nietknięta i z czasem ludzie o niej zapomnieli. Podobno co jakiś czas kamień odsuwa się i nagromadzone w środku kosztowności się przewietrzają i suszą. Pilnuje ich ponoć wąż z koroną na głowie.

Skarby tajemniczego Zamczyska

O zaklętych skarbach mówi też następna klechda podana do zapisu Konstantemu Laskowskiemu przez Kazimierza Tokarskiego w 1928 r. Twierdził on, że góra Zamczysko, znajdująca się na Magdalenie, kryje zaklęte skarby, które na własne oczy widział trudniący się przewozem cegły Kanty Roman.

,,Pewnego razu, gdy pędził woły z pastwiska, a było to w wigilię św. Jana Chrzciciela (w noc świętojańską), widział jak góra się otworzyła, a z niej wyjechało koryto pełne złotych dukatów. (...) Na korycie z dukatami stał chłopczyk w czerwonym ubraniu i w czerwonej czapeczce na głowie i mieszał dukaty wiosłem. Roman postanowił zdobyć, choć trochę tych dukatów i chciał chłopczyka podejść z przeciwnej strony, aby badaj do czapki ich nabrać. Jednak chłopczyk był ostrożny i przejrzał zamiary śmiałka i zanim on uskutecznił swój zamiar koryto z dukatami i chłopczykiem wjechało z powrotem do wnętrza góry, która się zamknęła tuż przed nosem zawiedzionego obserwatora. Ten nie dał jednak za wygraną i postanowił swój zamiar uskutecznić za rok. Wiedział, że góra się otwiera, co rok w noc świętojańską dla przesuszenia skarbów”. Niestety swojego zamiaru nie zrealizował, gdyż w niedługim czasie zmarł.

Złe duchy ciągle jątrzyły, podjudzały zwaśnionych. Ciągłe swary, kłótnie wypełniały im czas. Pan Bóg coraz trudniej znosił ten widok. Ostrzegał ludzi różnymi znakami.

Według innego przekazu podanego przez Jana Pukawkę z Gorlic skarbów na Zamczysku pilnowały węże z królem węży na czele. Król miał złotą koronę na głowie, pokazywał się tylko raz w roku, na Boże Ciało. Trzeba było wówczas na niego czatować i odebrać mu złotą koronę, to wtedy dostęp do skarbów byłby wolny. Podobno udało się to mieszkańcom Stróżówki. Jak podał w 1946 r. Andrzej Gruszka: ,,Na zamczysku była miedza zarośnięta tarniami. Z tych tarni wypełzły węże na czele z królem, który miał na głowie złotą koronę z diamentami. Ludzie ze Stróżówki podpatrzyli, jak się węże wygrzewały do słońca, a w środku między nimi ów król. Chcąc węża odciągnąć, przynieśli koło od wozu, okręcili je szmatami i puścili z góry zamkowej. Koło potoczyło się szybko w dół. Węże nie widząc koła drewnianego, lecz szmaty sądziły, że jest to żywa istota, dały się zwieść i popełzły szybko za kołem. Został tylko król, bo był większy i cięższy. Korzystając z tego, ludzie ci ucięli królowi węży głowę i zabrali złotą koronę i diamenty”.

Czy góra Zamczysko im się otworzyła? Nie wiadomo i chyba należy sądzić, że koryto pełne złotych dukatów dalej się tam znajduje.

Złoto i geneza ropy w Ropie

Jak niosą przekazy z XVI w., starosta biecki Seweryn Boner szukając złota we wsi Ropa, natknął się na ropę, która zalała mu kopalnię. Podśmiewano się wtedy z niego na dworze królewskim, mówiąc: ,,ten co w Ropie złota szukał, ropą się opłukał”.

Skąd się ona wzięła w Ropie, nie umiano sobie wytłumaczyć. Zaczęły powstawać klechdy. Jedna z nich, spisana przez długoletniego biegłego taksatora sądowego w Szymbarku głosi, iż… bardzo dawno temu, kiedy naszą ziemię zamieszkiwali ludzie olbrzymy, zło szerzyło się wokół. Szkodzili oni sobie wzajemnie, nie przestrzegali przykazań bożych i nie szanowali dobrych obyczajów. Złe duchy ciągle jątrzyły, podjudzały zwaśnionych. Ciągłe swary, kłótnie wypełniały im czas. Pan Bóg coraz trudniej znosił ten widok. Ostrzegał ludzi różnymi znakami. W ten sposób dawał im czas na opamiętanie i poprawę. Ale oni byli wciąż źli i niepoprawni. Kiedy zło całkowicie opanowało umysły i serca ludzi, i nie było już nadziei na poprawę, Bóg wezwał do siebie św. Michała i polecił mu zgładzić zuchwalców. Wśród ciemności, przy piekielnym grzmocie piorunów, oślepiających błyskawicach, posypała się z nieba lawina bloków skalnych, kamieni i piasku. Ziemia zbita i pokaleczona złomem skalnym jęczała z bólu i przestała rodzić. Ci, co przeżyli kataklizm, obiecali poprawę. Bóg litując się nad ziemią, na której położona była Ropa, dał jej maź, wydobywającą się z jej wnętrza, która leczyła rany ziemi i przywracała radość życia jej mieszkańców.

Andrzej Ćmiech

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.