A gdyby weszli na Twoją ulicę. Felieton Tadeusza Płatka

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas / Polskapresse
Tadeusz Płatek

A gdyby weszli na Twoją ulicę. Felieton Tadeusza Płatka

Tadeusz Płatek

Najbardziej uderzające w relacjach wojennych nie są dla mnie wybuchy bomb czy zdjęcia rannych. Szokuje mnie, jak Ukraina zmieniła się przez ostatnie 17 lat.

Gdy w 2005 byłem tam po raz ostatni, otaczał mnie typowy postsowiecki syf. Nie mam na myśli tylko brudu rozwalonych ulic, kopcących ciężarówek. Ten syf był też w głowach ludzi, przytłoczonych, zahukanych przez dekady ucisku. Kończąc wtedy studia dziennikarskie, miałem też głowę nabitą Huntingtonami i innymi teoriami geopolitycznymi, według których Ukraina prędzej czy później stanie się areną zderzenia dwóch cywilizacji, dlatego też kolejne przewroty, rewolucje, a wreszcie aneksję Krymu i Donbasu przyjmowałem bez większego zdziwienia. Zresztą niech pierwszy z nas, Polaków, rzuci kamieniem i nie przyzna, że pod naszą pozorną solidarnością, nie kryło się przekonanie o beznadziei tego kraju, rozdzieranego korupcją, nasze pobłażanie wobec ich starań o wejście do naszego zachodniego świata.

Dopiero trzy lata temu, gdy wyjechałem do Rosji, zdałem sobie sprawę, jaki postęp przez wszystkie te lata Ukraina uczyniła, nie tylko w sferze gospodarczej, ale przede wszystkim mentalnościowej. Rozmawiając wtedy z Rosjanami, zauważyłem, że w przeciwieństwie do większości Ukraińców wciąż są, na własne życzenie, zniewoleni. Podczas gdy krwawy Majdan konsekwentnie wyzwalał jedność i siłę naszych sąsiadów, wielcy bracia wciąż tkwili w paradygmacie będącym niebezpieczną mieszanką strachu, zagrożenia i szczególnej dumy.

9 maja 2019 roku byłem w Czelabińsku i obserwowałem najważniejsze dla nich święto - Dzień Zwycięstwa. Babcie i dziadkowie przechadzali się po ulicy Kirova w podkoszulkach ze Stalinem, po dojściu do Prospektu Lenina ujrzałem śmierdzącą spalinami defiladę czołgów i transporterów, a co drugi mężczyzna przechadzał się w rozchełstanym, polowym mundurze. Zapytałem moich rówieśników, dlaczego wciąż szczerze obchodzą zakończenie II Wojny Światowej, a oni, bez wyjątku, rozbrajająco mówili, że „Rassija, wojenna strana”. To było dla nich oczywiste jak mróz w styczniu. Potem siedzieliśmy w knajpie i słyszałem, że „to nie my, to polityka”.

Dlatego, gdy słyszę, jak Iwan Wyrypajew przekonuje w Radio Tok.fm, że Rosjanie o niczym nie wiedzą, są odcięci od informacji, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Widzę moich rosyjskich, uśmiechniętych znajomych na facebooku wrzucających posty ze swoich karnawałowych koncertów i wiem, że wiedzą. Tak, to prawda - wszystko, co cyrylicą jest w ich internecie ocenzurowane, ale oni świetnie znają angielski, mają komunikatory. Być może po cichu marzą o przewrocie pałacowym, ale na pewno nie o ruskim majdanie. Nie mam co do tego złudzeń. Ci z nich, którzy nie mogli znieść tej schizofrenii, są już dawno na Zachodzie.

Chwała Ukrainie.

Tadeusz Płatek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.