Ałła Pugaczowa z "Arlekinem" przeciw wojnie Putina: - Byli poddanymi, stali się niewolnikami - ocenia propagandystów Kremla

Czytaj dalej
Fot. Wikipedia/Serge Serebro, Vitebsk Popular News
Ireneusz Dańko

Ałła Pugaczowa z "Arlekinem" przeciw wojnie Putina: - Byli poddanymi, stali się niewolnikami - ocenia propagandystów Kremla

Ireneusz Dańko

Legenda rosyjskiej piosenki Ałła Pugaczowa przez ponad pół wieku żyła dobrze z każdą władzą na Kremlu. Aż do ostatnich miesięcy, gdy oficjalnie zaatakowano jej męża - popularnego satyryka i telewizyjnego showmana Maksima Gałkina.

Proszę zaliczyć mnie w szeregi zagranicznych agentów mojego ukochanego kraju, ponieważ solidaryzuję się z mężem, człowiekiem uczciwym, przyzwoitym i szczerym, prawdziwym i nieprzekupnym patriotą Rosji, który Ojczyźnie życzy pomyślności, pokojowego życia, wolności słowa i przerwania śmierci naszych dzieci dla iluzorycznych celów, które czynią nasz kraj wyrzutkiem i utrudniają życie naszych obywateli - napisała w połowie września Ałła Pugaczowa na Instagramie.

Adresatem było Ministerstwo Sprawiedliwości Federacji Rosyjskiej, które wpisało wtedy Gałkina na listę tzw. zagranicznych agentów. Tak piętnuje się w Rosji ludzi i organizacje niewygodne dla Kremla. Każdy z rejestru poddany jest kontroli, a medialne informacje o nim opatruje się notką, że „pełni funkcję zagranicznego agenta”, tj. działa rzekomo pod wpływem lub za pieniądze obcych ośrodków. Nie może wówczas m.in. uczyć w publicznych szkołach i na uczelniach, korzystać ze wsparcia budżetu państwa czy z zamówień publicznych. Za złamanie przepisów grozi do 300 tys. rubli grzywny lub od dwóch do pięciu lat więzienia. W praktyce oznacza to zakaz publicznej działalności.

Wpisanie Gałkina na „czarną listę” uzasadniono tym, jakoby dostawał pieniądze z Ukrainy, za które uprawia antypaństwową politykę. Wcześniej trafiło na nią blisko 200 organizacji i osób, m.in. stowarzyszenie Memoriał upamiętniające ofiary komunizmu (zlikwidowane niedawno przez Sąd Najwyższy Federacji Rosyjskiej), niezależna telewizja Dożd (zamknięta po inwazji Rosji na Ukrainę) czy znani krytycy Putina, jak pisarz Wiktor Szenderowicz, muzyk rockowy Andriej Makarewicz (obaj wyemigrowali w tym roku) i opozycjonista Ilia Jaszyn (aresztowany i oskarżony o „rozpowszechnianie fałszywych informacji o rosyjskiej armii”).

- Znajduję się w kompanii bardzo szanowanych osób i uważam to za honor - podsumował Gałkin ministerialną decyzję na wideo, które zamieścił w internecie.

Zaprzeczył jednocześnie, aby w ostatnich 10 latach („od ostatniego koncertu na Ukrainie”) otrzymywał stamtąd pieniądze. I dodał, że od początku kariery („prawie 28 lat”) zajmuje się polityczną satyrą, a nie polityką. Zapowiedział też to robić dalej.

„Urlop” w Izraelu

Krótki film satyryk nagrał w Izraelu, dokąd wyjechał z Pugaczową i dwójką 9-letnich dzieci. Swój kraj opuścili niedługo po ataku rosyjskiej armii na Ukrainę. Oficjalnie, by wypocząć i dla podreperowania zdrowia przez piosenkarkę.

Gałkin od początku otwarcie krytykował wojnę.

- „Wcześnie rano w kontakcie z krewnymi i przyjaciółmi z Ukrainy! Nie da się oddać słowami, co czuję! Jak to wszystko można! Nie może być usprawiedliwienia dla wojny! Nie dla wojny! - napisał 24 lutego na swoim profilu w Instagramie, który obserwuje prawie 10 mln osób. Obok zamieścił „żałobny” czarny kwadrat. W ślad za tym odwołano wszystkie jego występy w kraju, a następnie stracił kontrakty reklamowe i pracę w państwowej telewizji, której od lat był gwiazdą.

Izrael wybrał nieprzypadkowo. Ojciec Maksima - Aleksandr Gałkin był generałem pułkownikiem radzieckiej, a potem rosyjskiej armii (pod koniec życia zasiadał w Dumie Państwowej), matka Natalia pochodziła z rodziny żydowskiej z Odessy (pracowała naukowo). Oboje już nie żyją. Młodszy syn był szczególnie mocno związany z matką, która zmarła w 2004 roku w Izraelu, dokąd ciężko chora pojechała na leczenie. Zgodnie z miejscowym prawem, jako syn Żydówki mógł bez problemu zamieszkać z rodziną w Izraelu, a także ewentualnie podjąć starania o obywatelstwo. Zarówno on, jak i Pugaczowa, posiadają tam również licznych wielbicieli wśród rosyjskojęzycznych imigrantów. Wielokrotnie występowali wcześniej z powodzeniem przed izraelską publicznością.

Piąty mąż Primadonny

46-letni satyryk jest piątym mężem legendy radzieckiej i rosyjskiej estrady. 73-letnia Pugaczowa nagrała swój pierwszy wielki przebój „Arlekino”, kiedy jeszcze nie było go na świecie. Maksim już jako małe dziecko uwielbiał śpiewać jej piosenki. Poznali się w 2001 r. na festiwalu w białoruskim Witebsku, gdy miał 25 lat i występował jako wschodząca gwiazda kabaretu. Odtąd, jeśli wierzyć publicznym deklaracjom, uczucie kwitnie mimo dużej różnicy wieku.

Para numer 1 show-biznesu w Rosji chętnie dzieli się prywatnym życiem w mediach społecznościowych. Nieraz występowała razem na koncertach i w telewizyjnych programach. Pugaczowa nazywa Gałkina ostatnią miłością swojego życia. Dla niego rozwiodła się z piosenkarzem-celebrytą Filippem Kirkorowem. Pobrali się w 2011 r., a dwa lata później na świat przyszło dwoje dzieci - Garri i Jelizawieta. Bliźnięta urodziła matka zastępcza (surogatka) z zapłodnionych in vitro komórek jajowych, które wiele lat wcześniej zamroziła Pugaczowa, marząca o powtórnym macierzyństwie (z pierwszego małżeństwa z litewskim cyrkowcem ma 51-letnią córkę - Kristinę Orbakaite, także gwiazdę rosyjskiej estrady).

Ałła Pugaczowa - gwiazda radzieckiej i rosyjskiej piosenki
Wikipedia/Serge Serebro, Vitebsk Popular News Ałła Pugaczowa - gwiazda radzieckiej i rosyjskiej piosenki

Ulubienica władzy

W ZSRR i po jego upadku, Primadonna (tak rodacy mówią o Pugaczowej) była największą ulubienicą publiczności. Sprzedała ok. 250 mln płyt, lepszy wynik osiągnęło tylko kilku wykonawców na świecie, w tym The Beatles. Przeboje „Milion szkarłatnych róż” czy „Królowie wszystko mogą” zna większość starszych mieszkańców dawnego bloku wschodniego. Do jej wielbicieli zaliczali się też ostatni przywódca Związku Radzieckiego - Michaił Gorbaczow i pierwszy prezydent Rosji - Borys Jelcyn. Dostała od nich najważniejsze państwowe odznaczenia. Honorów nie żałował jej także inny fan - Aleksander Łukaszenko, dyktator Białorusi. Władimir Putin nie chciał być gorszy i w grudniu 2014 r. osobiście wręczył jej order „Za zasługi dla Ojczyzny”, IV najwyższej klasy. Pięć lat później 70. urodziny piosenkarki uczczono wielkim koncertem na Kremlu, relacjonowanym przez główny państwowy program telewizyjny - Pierwyj Kanał.

Primadonna potrafiła się odwdzięczyć władzom, wspierała Jelcyna i jego następcę - Putina, gdy ten kandydował po raz pierwszy w wyborach prezydenckich. Z czasem jej stosunki z obecnym gospodarzem Kremla ochłodziły się jednak, a nawet raz wsparła wyborczego rywala - miliardera Michaiła Prochorowa, ale unikała otwartej krytyki Putina. Inaczej niż Gałkin, który często obśmiewał rządzących w Rosji, a w ostatnich latach krytykował cenzurę i niedostatek wolności. Mimo to, po zajęciu Krymu w 2014 r., wziął udział w gali rosyjskich artystów na okupowanym półwyspie, za co trafił na listę twórców kultury, którzy zagrażają bezpieczeństwu narodowemu Ukrainy.

Tournée z „Arlekinem”

Po wyjeździe w marcu do Izraela Gałkin opowiedział się po stronie zaatakowanej Ukrainy, zapewniając jednocześnie, że robi to jako rosyjski patriota. Wielokroć potępiał Putina, zbrodniczą wojnę i propagandę rosyjskich mediów, których do niedawna był ulubieńcem (przed 2014 r. występował w nich nawet razem z ukraińskim showmanem-satyrykiem - Wołodymyrem Zełenskim, obecnym prezydentem Ukrainy).

- Bestialstwo w Buczy to nie my, malezyjski samolot - to nie my, Mariupol zrównany z ziemią to nie my, rakieta lecąca na Odessę to my, ale nie całkiem my… Wszystko nie my - wyliczał oburzony w prawosławną Wielkanoc zbrodnie rosyjskiej armii i kłamstwa kremlowskich propagandzistów, których wielu zna osobiście.

Część dochodów z zagranicznych występów przekazuje na rzecz ukraińskich uchodźców. Podczas licznych koncertów m.in. w Izraelu, Turcji, Australii, Wielkiej Brytanii czy Polsce gromadził pełne widownie. Publiczność tysiącami przychodzi go oglądać, owacjami i wybuchami śmiechu reagowała na kpiny z Putina i jego dworu. 22 sierpnia w warszawskim klubie „Stodoła” Gałkin założył ubranie w ukraińskich, niebiesko-żółtych kolorach, czym wywołał furię przeciwników, bo tego dnia akurat obchodzono oficjalne święto flagi państwowej w Rosji. Nie przejął się oskarżeniami o zdradę. Z uśmiechem zapowiada na marzec przyszłego roku wielkie tournée po Stanach Zjednoczonych, w tym występ w Saint Petersburgu na Florydzie, którego nazwa nawiązuje do byłej stolicy Rosji.

- W 2007 roku Putin dał mi Order Przyjaźni, były Order Przyjaźni Narodów. I ja teraz potwierdzam to, że zasługuję na tę wysoką nagrodę, zajmując się przyjaźnią - żartował, oklaskiwany w tureckim kurorcie Antalya, ulubionym miejscu wypoczynku turystów z Rosji.

Każdy występ kończy przebojem „Arlekino” Pugaczowej o smutnym losie błazna, dla którego jedyną nagrodą jest śmiech. - Rozśmieszać was z biegiem lat coraz trudniej, bo nie jestem błaznem na tronie króla. Jestem Hamletem w szaleństwie namiętności, którego przez rok gram dla siebie. Wydaje się - zdejmę maskę i ten świat zmieni się ze mną. Ale nikt nie dostrzega moich łez. Cóż, Arlekinem, widocznie nie jestem złym! - to fragment tekstu piosenki.

Furia propagandy

Antywojenne stanowisko Gałkina doceniły władze Ukrainy i kilka miesięcy temu usunęły go z niechlubnej listy wrogich artystów z Rosji. Inaczej postąpili kremlowscy propagandziści. Satyryka przedstawiają jako sługusa Zachodu, a Pugaczową - zepsutą piosenkarkę-celebrytkę, która zawiodła Rosjan i nie jest godna ich uwielbienia i honorów. W atakach przodują Władimir Sołowiow, prezenter kanałów telewizyjnych Rossija 1 i Rossija 24 oraz Margarita Simonjan, prezenterka i szefowa anglojęzycznej telewizji informacyjnej RT. W kwietniu rozmawiali razem o Gałkinie w programie „Wieczór z Władimirem Sołowiewym”.

- Co teraz tworzy Gałkin? Ja już proszę swoich przyjaciół, znajomych: nie przysyłajcie mi, nie mogę już tego słuchać, jak wylewa pomyje na Rosję i rosyjską armię - stwierdziła Simonjan, po czym dodała, że mąż Pugaczowej tak naprawdę to gej, który ożenił się z dużo starszą piosenkarką dla kariery i by ukryć swój homoseksualizm. - Cóż, rozumiesz stopień wewnętrznej hipokryzji, kłamstw i ogólnie jakość tej osoby - zauważyła.

Pugaczowa, mimo bujnego temperamentu, długo milczała o wojnie przeciw Ukrainie. Nie udzielała żadnych wywiadów. Prywatnie miała tak to tłumaczyć. - Ona rozumie wagę swojego głosu. Mówi, może i wstrzemięźliwie, ale mówi, że to szaleństwo - przytaczał na kanale YouTube fragment rozmowy z piosenkarką jej znajomy Marat Gelman, rosyjski marszand i publicysta. - Ja usłyszałem: „Jeśli na Maksima założą sprawę, to zacznę mówić i już nie przestanę” - ujawnił.

Parę razy piosenkarka jednak nie wytrzymała i dała znać, że nie puszcza mimo uszu krytyki. W czerwcu na swoim Instagramie, który śledzi ok. 3,5 mln ludzi, zamieściła film ze swoim mężem. „Kto ma uszy, niech słucha!” - napisała Pugaczowa.

- Przez 28 lat swoich występów ani raz, ani jednym słowem nie obrzuciłem błotem mojej ukochanej ojczyzny - zapewniał Gałkin, nagrywając się na kamerze telefonu. - Przez te 28 lat parodiowałem polityków, obśmiewałem kłamliwych, żałosnych propagandystów i skorumpowanych urzędników, którzy okradają mój rosyjski naród. I jako satyryk mam do tego prawo i będę to robić, jak wcześniej. Moje występy niczym nie różnią się od tych, które były w wielu miastach Rosji... Zawsze byłem za swoim narodem i chcę teraz, żeby mój rosyjski naród żył w pokoju i bogactwie, a nie w ruinie i izolacji.

Osobiście piosenkarka skomentowała słowa Andrieja Tkaczewa, popularnego duchownego i publicysty z rosyjskiej cerkwi prawosławnej, który wiosną z radością odnotował jej wyjazd z Rosji.

- Żyliśmy w mocy szatana, przyjaciele, teraz oczyściło się powietrze. Pugaczowa na zawsze opuściła Rosję! Boże, jak długo na to czekałem! - mówił z uśmiechem kapłan do wiernych na zamieszczonym przez siebie wideo.

- Twoja radość przychodzi za wcześnie, Andriuszo. Wakacje i opieka medyczna nie są uważane za emigrację. Wrócę i wyjaśnimy rzeczy. Pójdę do twojego kościoła i pomodlę się za ciebie, bluźnierco - odparła piosenkarka, patrząc wprost do kamery.

Wyświetl ten post na Instagramie

Post udostępniony przez Максим Галкин (@maxgalkinru)

Powrót do Moskwy

Czy odwiedziła parafię „Andriuszy”, nie wiadomo, ale pod koniec sierpnia faktycznie przyleciała do Rosji. Bez męża. Oficjalnie, by dzieci mogły rozpocząć nowy rok szkolny w trzeciej klasie. Dwa dni po inauguracji nauki, zjawiła się na pogrzebie Michaiła Gorbaczowa na cmentarzu Nowodziewiczym w Moskwie.

- „Dawno tak nie szlochałam. Odeszła epoka, w której zdobyliśmy wolność, przestaliśmy być „Imperium Zła” dla całego świata i zniknął strach o przyszłość naszych dzieci. I najważniejsze - Gorbaczow odrzucił przemoc jako sposób na politykę i utrzymanie własnej władzy (...)” - napisała dzień później. - „Przepadła umiejętność kompromisu. Jeśli ten kompromis jest w interesie ludzi, którzy marzą o życiu bez troski o przyszłość swoich dzieci, poszukujmy go razem. Mam nadzieję, że nie jest za późno.”

Nadzieja okazała się płonna. Nieoczekiwany powrót Primadonny odnotowały media w całej Rosji. Kremlowscy propagandyści od razu przypuścili atak na nią i męża.

- Dlaczego ciągniecie to całe gówno z powrotem do Rosji? - wściekał się Sołowiow w swoim programie. - Wróciła niejaka Pugaczowa, kopnięciem otwiera drzwi rolls-royce’a. Będzie pouczać nas znowu? Tak, naród odpowiedział, co myśli o niej. Kto w ogóle zdecydował, że jeśli człowiek był kiedyś wielki, to jego wielkość potwierdza się milczeniem w najważniejszych momentach historii. Wróciła, żeby wysłać dzieci do szkoły? I nie zauważyła, co mąż niesie? Nie powiedział ani słowa? Przyjechała po co? Skończyły się pieniądze?

Gwiazda nie pozostawała mu dłużna. Publicznie obiecała „obić mordę”. I faktycznie Sołowiow pojawił się we wrześniu przed kamerami z wyraźnym siniakami na twarzy. Czyje to było dzieło, nie ujawnił. „Oberwało się” również znanemu reżyserowi Nikicie Michałkowowi, który w telewizyjnych pogadankach sławi Putina i odsądza od czci i wiary przeciwników wojny, w tym Gałkina.

- „Przepiękny film. Przepiękny reżyser. Gdzie zniknął przepiękny człowiek Nikita Siergiejewicz Michałkow?” - napisała Pugaczowa na Instagramie, zamieszczając obok fragmentu jego starego filmu „Niewolnica miłości” o wojnie domowej w Rosji. Główna bohaterka ucieka przerażona tramwajem przed ścigającymi ją żołnierzami. W tle słychać słowa piosenki: - Wierzę w miłość.

Zakazane piosenki

Kreml oficjalnie zignorował powrót piosenkarki i jej publiczny apel o wpisanie na listę „zagranicznych agentów”. Rzecznik Putina - Dmitrij Pieskow odmówił komentarza, zaznaczył jedynie, że Gałkin „postępuje bardzo źle”. Post Pugaczowej na Instagramie polubiło ponad 900 tysięcy osób, w tym jej córka Kristina Orbakaite oraz słynna rosyjska celebrytka i dziennikarka Ksenia Sobczak.

- Zawsze cię kochałam! I jestem wdzięczna, że w moim życiu były twoje piosenki, przy których się zakochiwałam i rozstawałam, smuciłam i weseliłam... Dziękuję, że jesteś uczciwą i przyzwoitą osobą, a nie tylko „genialną piosenkarką” - napisała córka Anatolija Sobczaka, nieżyjącego już pierwszego, demokratycznego mera Sankt Petersburga, przy którym Putin zaczął polityczną karierę w latach 90. XX w.

Inaczej do sprawy podszedł wiceprzewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej Piotr Tołstoj, słynący z antysemickich wypowiedzi prawnuk słynnego pisarza Lwa Tołstoja: - „Przykro mi, że Pugaczowa, była najpopularniejsza piosenkarka kraju, tak utraciła związek z rzeczywistością i jest solidarna z tymi, którzy teraz życzą klęski Rosji” - napisał w komunikatorze Telegram. - „I zagranicznym agentem nie zostanie, i poparcia wśród przyzwoitych Rosjan już nie znajdzie. Wygramy bez jej piosenek”.

W ślad za tym radia w całym kraju przestały nadawać przeboje Pugaczowej, choć oficjalnego zakazu nikt nie wydał. Pojawiły się też doniesienia od różnych osób do administracji państwowej, by wszcząć wobec piosenkarki i jej męża postępowania karne o dyskredytację armii rosyjskiej, podatkowe, a nawet zbadania, czy właściwie wywiązują się z obowiązków rodzicielskich. Plotkarskie media opublikowały nawet zdjęcie rzekomego izraelskiego paszportu Pugaczowej, by wykazać, że nie jest już obywatelką Rosji. Przypominały także dawne skandale gwiazdy, twierdząc, że próbuje teraz sprzedać swój olbrzymi majątek, w tym za blisko miliard rubli (kilkanaście milionów euro) dom-zamek, który z Gałkinem wybudowała pod Moskwą.

Jej słowa przyjęto z satysfakcją w Ukrainie, choć wielu zauważało, że ani raz nie potępiła wprost rosyjskich zbrodni i Putina. Nie użyła też określenia „wojna”, które jest zakazane przez władze na Kremlu. Komentatorzy podkreślali jednak, że Pugaczowa jest ulubienicą tych samych ludzi, którzy popierają Putina i pragnęliby powrotu Związku Radzieckiego.

- Nie można było zadać większego ciosu temu reżimowi. No chyba że Cerkiew zbuntowałaby się przeciwko Putinowi i oficjalnie poszła, no, wtedy tak… Całkowicie przecięła mu żyłę kolanową, odebrała mu legitymację, odebrała błogosławieństwo tego 40 plus - ocenił doradca ukraińskiego prezydenta Aleksiej Arestowycz w programie „Fejgin Live”.

Szczęśliwa poza Rosją

Po burzy, którą wywołał swoim powrotem, piosenkarka na krótko zamilkła. Sensacja wybuchła pod koniec września. Rosyjskie media obiegła informacja, że Pugaczowa ponownie opuściła kraj. Jej przyjaciółka Lubow Aksienowa w rozmowie z portalem news.ru wyjawiła, że piosenkarka zrobiła to w trosce o dzieci, które mieli wyszydzać inni uczniowie w szkole z powodu ojca - zagranicznego agenta.

- Pugaczowa wróci czy nie? - padło pytanie na końcu wywiadu.

- Wróci. Kocha swój kraj, kocha ludzi, w Rosji ma wszystkich pochowanych - krewnych, przyjaciół. Emocje po prostu wzięły górę. Niech wszystko przetrawi, uspokoi się, uspokoi.

Ponowny wylot z Rosji nie byłby, rzecz jasna, możliwy bez zgody Kremla. Jak widać, wciąż jednak działają znajomości Pugaczowej na najwyższym szczeblu. Dla władz zapewne jest wygodniejsza za granicą niż w kraju.

Sama w końcu odezwała się na Instagramie: „Mój Boże! Co za szczęście, że mnie nienawidzą ludzie, których zawsze nie mogłam znieść. Gdyby mnie lubili, znaczyłoby, że na próżno śpiewałam i na próżno żyłam. Powód jasny. Niech zgrzytają zębami. Byli poddanymi, stali się niewolnikami”.

Wpis rozjuszył jej przeciwników w Rosji. Na wieżowcu centrum telewizyjnego Ostankino w Moskwie zabłysnął nawet wielkim neonem z przysłoniętym niecenzuralnym fragmentem tekstu: „Ałła, po ch... (dlaczego?) w ogóle przyjechałaś?”

Piosenkarka nie przejęła się atakami i w ostatni wtorek opublikowała roześmiane zdjęcie znad morza w Izraelu z podpisem: „Dziękuję mojej wielomilionowej armii fanów za MIŁOŚĆ i WSPARCIE, za umiejętność odróżniania PRAWDY od KŁAMSTWA, modlę się za Was i pokój w ZIEMI ŚWIĘTEJ. JESTEM SZCZĘŚLIWA!!”.

Ireneusz Dańko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.