Ludzie bezdomni. Nigdy nie wiadomo, jakie małe piekło nosi w sobie człowiek

Czytaj dalej
Fot. Fot: Adam Wojnar/Polska Press
Dominika Cicha

Ludzie bezdomni. Nigdy nie wiadomo, jakie małe piekło nosi w sobie człowiek

Dominika Cicha

Na początku były dwa kontenery, pokój w klasztorze i 3 osoby. Dzisiaj Dzieło Pomocy św. Ojca Pio w Krakowie to ponad 20 pracowników i 156 wolontariuszy

Popołudniami nigdzie się nie spieszą. Nie mają dokąd. Nie czeka na nich ukochany człowiek, merdający ogonem jamnik, ani ciepła kolacja. Czekają ławki na Plantach, dworcowe zakamarki i noclegownie. W Krakowie osób bezdomnych może być nawet 2,5 tysiąca.

Wtorek, przed południem. W łaźni Dzieła Józek skrada się do pracownika z prośbą o „kawałek gąbki”. Sylwia woła o szczotkę do zębów. Krystyna, Maria i Małgorzata kąpią się (nie dłużej niż 6 minut, bo taki jest limit), perfumują i wcierają kremy, plotkując o wszystkim.

- 15 kobiet w łaźni to jak 40 mężczyzn. Mają tysiąc pytań, dyskutują o kosmetykach. Kiedyś, strzygąc jedną z pań zapytałam, jak to możliwe, że ma tak grube i lśniące włosy. A ona opowiedziała mi o magicznych właściwościach maseczki z… obierków po ziemniakach - śmieje się Anna Drewniak, która pracuje w Dziele od 4 lat.

Jeśli kobiety dbały o siebie, zanim trafiły na ulicę, rzadko zmieniają nawyki. - Jeżeli kiedyś się malowały, teraz też się malują. Czasem darczyńcy przynoszą nam torby z kosmetykami. Paletki z cieniami rozchodzą się jak świeże bułeczki - opowiada Anna.

W sali obok wirują cztery pralki. 20 cykli dziennie. Chętni muszą zapisywać się na miesiąc do przodu. Andrzej puka właśnie w szybę: - Pranko! Przyszedłem po pranko! - mówi.

W garderobie w Dziele piętrzą się stosy posegregowanych ciuchów. Są polary, „rajstopki cienkie”, dżinsy, spódnice, adidasy, klapki, a nawet stroje sportowe.

W chorym ciele chory duch

Nie każdy bezdomny umie zadbać o siebie. Zdarza się, że gdy długo nie zdejmuje butów, nogi zaczynają gnić. Ubranie przykleja się do skóry. Jeśli człowiek przychodzi do Dzieła w takim stanie, a przy tym jest nietrzeźwy, pracownicy Dzieła walczą ze sobą - pozostać wiernym żelaznej zasadzie mówiącej, że pijani wstępu nie mają, czy pomóc drugiemu człowiekowi?

- Czasami trafiają do nas osoby z insektami. Mieliśmy u nas panów chorujących na świerzb. Człowiek drapie się do krwi. Aby wyzdrowieć, musi myć się co 24 godziny, zmieniać odzież i nanosić na skórę maści. Czasem ta choroba okazuje się błogosławieństwem, bo żeby się umyć, trzeba przyjść trzeźwym… i to się udaje, można więc nie tylko się wyleczyć, ale także udowodnić sobie, że trwanie w abstynencji, choć trudne, jest możliwe - opowiada Justyna Nosek.

Przy osobach bezdomnych pełne ręce roboty mają interniści, stomatolog i dermatolog. Dzieło Pomocy zaprosiło do współpracy Stowarzyszenie „Lekarze Nadziei”.

Wewnętrzny jeż

- Gdy ktoś klasyfikuje osoby bezdomne jako pijaków, którzy sami chcą tak żyć, uruchamia się we mnie wewnętrzny jeż. Niektórzy mówią, że takich ludzi powinno się usunąć, zepchnąć na margines. Albo najlepiej zamknąć w ośrodkach za miastem - mówi Justyna Nosek.

Ośrodek znajduje się w centrum miasta. - Papież Franciszek mówi, że ubodzy są w centrum Kościoła. Ci ludzie są tacy sami, jak my. Praca tu uczy nas, by nie oceniać ich. Powtórzę za jednym z braci kapucynów posługujących w łaźni: nigdy nie wiadomo, jakie małe piekło nosi w sobie twój ubogi brat - dodaje Justyna Nosek.

Ilu bezdomnych, tyle historii. Są panowie po rozwodach, którzy w przypływie dumy zostawiali żonom cały dobytek. Są ludzie, którzy opiekowali się rodzicami, utrzymując się z ich renty. Po śmierci bliskich nie mieli za co żyć. Bywają pracownicy naukowi, księgowe, informatycy, którzy nagle stracili pracę.

Uścisk ręki

Adam przychodził do Dzieła przez kilka lat. Zaniedbany, zarośnięty. W ręku reklamówka z całym dorobkiem życia. Ustawiał się w kolejce po bułki i herbatę. Zagadywał, żartował. Nie miał siły nic zmieniać. Nagle zachorował. Diagnoza była jednoznaczna: rak.

Pani Jola, dyrektor Dzieła, namówiła go na wizytę u lekarza. Poszedł i wrócił odmieniony. Nie martwił się, że grozi mu śmierć. Nie mógł jednak wyjść z zachwytu, że lekarz na pożegnanie… podał mu rękę. Po raz pierwszy w życiu ktoś potraktował go poważnie.

Adam trafił na stół operacyjny. Teraz wraca do zdrowia, mieszka w domu pomocy społecznej. Zawsze ma na sobie sweterek, białą koszulę, spodnie w kant. Na nosie okulary, a pod pachą teczka. Kłania się w pas, gdy widzi pracowników Dzieła. A oni żartują, że wygląda jak prezes. Starzeje się wśród życzliwych. Nie umrze na ławce.

Justyna Nosek mówi, że ulica nie jest do pomagania. Lepiej wesprzeć jakąś organizację, niż dać te 5 zł dla spokoju sumienia. Można też siąść na ławce na Plantach i zapytać, czemu ten człowiek jest na ulicy. - Nie każdy ma siłę, by rozmawiać z osobą bezdomną. I nie ma w tym nic złego. Można przystanąć i powiedzieć o istnieniu naszej placówki. Można też zostać naszym wolontariuszem. Jeżeli ktoś nie jest gotowy na bezpośredni kontakt z osobami bez domu, może kopertować listy do darczyńców albo pomagać w sortowaniu odzieży.

Mówią, że takich ludzi powinno się usunąć, zepchnąć na margines. Albo najlepiej zamknąć w ośrodkach za miastem

Opowiada Radek, 25 lat

Życie z osobą chorą psychicznie nie wygląda kolorowo. Przez 19 lat mieszkałem z mamą chorą na schizofrenię. Po zdaniu matury coś we mnie pękło i wyprowadziłem się z domu. Najpierw przyjechałem do Krakowa, spędziłem tu dwa lata, podejmowałem się różnych zajęć… Gdy trafiła się okazja, wyjechałem do Holandii; to był kompletny niewypał. Wróciłem do kraju i zamieszkałem na działce. Kilka metrów kwadratowych bez bieżącej wody, toalety… Zacząłem szukać pocieszenia w alkoholu.

W porę się zreflektowałem i zgłosiłem do centrum leczenia alkoholizmu. Tam podjąłem terapię i dowiedziałem się o Dziele. Po raz pierwszy przyszedłem tu we wrześniu 2013 r. Spytali mnie, czy mam co jeść i w co się ubrać. Potem z panią Kamilą, pracownikiem socjalnym, nakreśliliśmy plan, że znajdę pracę, ukończę szkołę policealną, wynajmę pokój, a przy tym będę dalej chodził na terapię.

Dość szybko znalazłem pracę. Wynagrodzenie bez rewelacji, 1200 zł, ale tu, w Dziele, we mnie wierzą, dofinansowali mi wynajem pokoju. Zrobiłem kurs na wózek widłowy, chciałbym znaleźć pracę z tym związaną. Idę naprzód i nie narzekam.

Opowiada Stanisław, lat 56

Miałem rodzinę i dom. Z siostrą i rodzicami mieszkaliśmy w 3-pokojowym mieszkaniu. Najpierw odszedł tata, osiemnaście miesięcy po nim zmarła mama. Siostra założyła swoją rodzinę. Wspólnie podjęliśmy decyzję o sprzedaniu mieszkania. Ja miałem przeprowadzić się do mniejszego. Udzieliłem siostrze pełnomocnictwa, by mogła zająć się sprawą sprzedaży. Nim się obejrzałem, zostałem bez mieszkania, pieniędzy i… siostry. Trafiłem do schroniska dla bezdomnych. Tu odkryłem kolejne oblicze samotności, samotności wśród ludzi.

Do Dzieła trafiłem, bo chciałem coś zmienić. Pomogli szukać pracy. Dziś pracuję jako spawacz. Zaraz po tym, jak dostałem robotę, przybiegłem do Dzieła - dlaczego? - wiedziałem, że tu są ludzie, którzy się z tego ucieszą. Jak ktoś nie marzy, to podobno nie jest człowiekiem… Ja nie mam wielkich pragnień, od nowa chcę zaczynać, powoli i z rozwagą. I pokazać, że bezdomny to nie zawsze człowiek bez celu. Jest wielu bezdomnych, którzy chcieliby wnieść coś do tego świata...

Pomoc doraźna to pierwszy krok w długim procesie wychodzenia z bezdomności. Wiele osób zatrzymuje się na etapie: „Chcę zjeść, wyprać, umyć się i więcej nic”. Z tej formy pomocy korzysta nawet setka osób dziennie. - Czasem musi upłynąć dużo czasu, nim człowiek nabierze zaufania do nas i zdecyduje, że chce robić coś więcej - dodaje pani Justyna.

***

W historiach bezdomnych zdarzają się szczęśliwe zakończenia. Wojtek pracuje jako ochroniarz. Nie zarabia nawet 1 tys. zł. Dzieło wykupuje mu talony na posiłki. W końcu ma mieszkanie i jest szczęśliwy.

Dla Renaty mieszkanie to cień nadziei na to, że odzyska córkę. Przed laty piła, brała narkotyki. Zaniedbała rodzinę. Na szczęście nie straciła kontaktu z córką, która chciałaby teraz zamieszkać z mamą. Pracownicy Dzieła nie mogą się doczekać, aż jej marzenie się spełni.

Dominika Cicha

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.