Trzeba „zabić” św. Mikołaja

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banas / Polskapresse
Tadeusz Płatek

Trzeba „zabić” św. Mikołaja

Tadeusz Płatek

Dawniej to miało sens, dzieci doznawały euforii na widok jednej resorówki MATCHBOX za dwa dolary albo jednej lalki BARBIE za ileś tam bonów towarowych. Reguły były proste: Mikołaj zaopatrywał się w Peweksie. Ładnie tam pachniało i nawet rytuał noszenia kwitka z kasy uwodził ezoteryką. Imieniny, Mikołaj i Aniołek - trzy wyczekiwane święta.

„Przypadkowa” wizyta w dewizowym sklepie od marzeń tydzień przed terminem jasno precyzowała, kto czego chce. Nie przeszkadzało mi, że Mikołaj myli się z Aniołkiem, że w dobrym tonie jest w Mikołaja nie wierzyć, natomiast Aniołka czcić dewocyjnie.

Swoją drogą, w Mikołaja wierzyłem bardzo długo, bo dostarczenie wszystkim dzieciom w Krakowie po jednym małym autku na resorach mieściło się w granicach prawdopodobieństwa.

Dzisiaj, w najlepszym razie mamy roszczeniowe listy. W najgorszym - odpowiedź „nie wiem”. Nie wiem - czyli idź na dwie godziny do sklepu z zabawkami. Nie wiem - czyli zanudzaj ekspedientki egzystencjalnym pytaniem „Czego dzisiaj pragną dzieci?”.

Nie wiem - czyli kup to i to, może coś wypali. Nie wiem - czyli idź do księgarni i weź książkę, ale najpierw ją wybierz, siedź, a raczej stój i czytaj bzdury o zwierzątkach. Nie wiem - ubolewaj nad tym, że i tak nic nie przebije gadżetów z dyskontów.

I pamiętaj, że na jednym sklepie, na jednej kolejce i na jednej księgarni się nie skończy, bo chcesz, żeby twój prezent był wyjątkowy. Będziesz oto w ciemnościach jeździł po Krakowie autem z zaparowanymi szybami i w przemoczonych butach. Mój ty Święty Mikołaju.

Tadeusz Płatek

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

beta

Tak właśnie "zabija się" Mikołaja .
Ani święta, ani "Mikołajki" nie są przeżywane duchowo, tylko komercyjnie...kto...komu...co...ile .. prezenty... prezenty... prezenty.... wszystkim - tylko za co ???
"Atmosfera świąteczna" już od listopada sprawia , że do wigilijnego i świątecznego stołu zasiada się z automatu, żeby odbębnić wreszcie to na co "czekamy" od dwóch miesięcy.
Dawniej choinkę - pachnącą, kupioną od leśnika, po którą była cała wyprawa - ubierało się dzień przed wigilią . Smakołyki - choć zdobyte z trudem (a może dlatego ? ) cieszyły wszystkich w tych szczególnych dniach. Zapachy ciast pieczonych również dzień przed wigilią nie pozwalały dzieciom zasnąć. Takich prezentów jakie ja dostawałam pod choinkę moje wnuki nie wzięłyby nawet do ręki - a ja pamiętam jaką radość z nich miałam .
To se ne wrati..... komercja i zwyczaje prosto z Ameryki opanowały i skutecznie zepsuły całą radość ze świąt. Mnie ( i z tego co wiem to nie tylko mnie) one już nie cieszą a te przygotowania do nich od listopada nie sprzyjają do duchowego ich przeżywania jak dawniej.
Szkoda....

Koneser

Co to za lanie wody. Ktoś musi wyrobić jakąś normę? Po co to komu?

plus.gazetakrakowska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.